sobota, 5 grudnia 2009

W górę serca

Plac manewrowy za płotem wydawał się dużo większy, a wykonywane manewry spadają do poziomu - banalne. Staliśmy cała grupą za rogiem ściany i obserwowaliśmy pierwszego egzaminowanego. Ja byłem jako drugi na placu. Stres polegał na tym, że Honda była zimna jak lód i zapiepszała na winklach - za szybko na ósemki, jeden głupi ruch kierownicą i przecinasz ciągłą linie... kolejny egzamin za całą wieczność.

Wylosowałem elementy, które wskazałem na motocyklu, pozycyjne - tu, olej silnikowy - tu i sprawdzam tak, napęd sprawdzić chciałem ręką, egzaminator uśmiechnął się i wskazał palcem na zwisające ręczniki papierowe, zerwałem kąsek i pokazałem - jak, "i ma mieć..." - dobrze, proszę dalej - ponaglił.

Ubrałem kask, świst wydychanego powietrza, nie równy oddech miarowo się uspokajał. Zdjąłem maszynę ze stopki i przeprowadziłem ok 5 metrów, szykowny egzaminator znikł mi z oczu. Nie czekając zacząłem gazować maleństwo by dogrzać silnik. - Proszę wykonać kolejny manewr. Wsiadam, strzał jedynki i gaz... przed wjazdem na ósemkę tracę równowagę i podpieram się nogą, ale nie przerywam. Zaczęły się piruety jak baletnica, spokojne liczenie poszczególnych okrążeń, raz, raz , raz , raz, dwa, dwa, dwa, dwa, ..., pięć, pięć, było już pięć? dobra wyjeżdżam, ruch ręki kieruje mnie na wzniesienie. Stop, jedynka, upewnienie, gaz i sprzęgło w górę, ruszyłem... wiwaty, radość, hymn ku chwale mojej... silnik zdechł. Jedna sekunda trwająca całe lata, ruch głowy w kierunku egzaminatora -"mam powtórzyć?" - nie, proszę wykonać kolejne manewry.

Plac zdała cała grupa, ja i Tomek chwalimy się odczuciami.

Obserwacja ulicy, czy aby ruch nie zwiększył się, co może powodować dodatkowe utrudnienia podczas jazdy. Jestem tym razem jako trzeci. Dwóch przede mną szybko wróciło z pozytywnym wynikiem. Krótka pogawędka z kierowcą egzaminatora zwiekszyła i tak wysokie morale. Byłem pewny swoich umiejętności, "co więcej musisz umieć do egzaminu?" - pytałem sam siebie. Kask, okularki na nos, zapięcie kurtki, rękawice na dłoniach. - Gotowy? - głos w słuchawce. Kiwnąłem głową potwierdzając. Jedynka i gaz.

Uczucie, które ogarnęło mnie po wyjeździe za bramę potwierdziło, że dziś świętuje zdanie egzaminu i mogę oglądać się za moim pierwszym wymarzonym motocyklem.