sobota, 6 lutego 2010

Woda w usta

Podnosząc się widziałem moją rękę i pamiętam myśl: "chyba to nie będzie 14min". Ciężki plecak opadł ponownie na kręgosłup pociągając mnie do tyłu, ale utrzymałem równowagę. Przez chwile jak zagubiony dzieciak kręciłem się po jezdni szukając motocykla. -Jest! leży na ziemi, tylnie koło mojego Szerszenia pod samochodem marki Chrysler o srebrnym połysku, z której nagle wypadł chudy, średniego wzrostu facecik o czarnym jak malowanym grafitem wąsem. Tu skrócę, że miałem wykład z ruchu drogowego, fizyki, etyki, geografii, życia w rodzinie, wyższości roweru nad motorem i to wszystko w języku łacińskim. Przez chwile wydawało mi się, że będą zajęcia z przysposobienia obronnego, więc kasku i kurtki nie ściągałem do czasu, aż mój nie chciany mentor życiowy się nie uspokoi.
Wyszedł drugi gość z samochodu - nie ma przerwy w zajęciach, a gdzie tam okienko. Ale na na szczęście okazał się sprzątaczką lub jak to woli kumplem kierowcy, któremu było jedno co się stało, bo to nie jego wóz.
Po próbach błagania kierowcy, aby przesunął samochód do przodu, bo nie mogłem patrzeć na rozłożony motor na jezdni, przeszedłem do praktycznej części przepisów drogowych, aby tak nie stał na środku ulicy bo policja, która za chwile przyjedzie wlepi mu mandat, zresztą mnie też, ale nie to mnie martwiło. Sprzątaczka pomógł przemówić do rozsądku i jego kumpel wsadził swoje chude dupsko za kierownice i trochę podjechał do przodu. Ulżyło mi, kiedy zobaczyłem całe koło i z wyglądu nadające się do jazdy. Pytanie, czy odpali. Podniosłem motor bez trudu, (kierowca około trzech razy wyraził swoją nie chęć do współpracy i motoru mi nie podniesie - jakbym rąk własnych nie miał) przekręciłem kluczyk, wcisnąłem luz i kręcę ... krew odpłynęła mi z głowy - nie pali.

Dla uspokojenia zacząłem robić podstawowy przegląd motocykla i jego gotowości do jazdy, jaki mnie uczono na kursie i poradnikach. Wszystko chodziło jak w zegarku. Tylko silnika nie słychać. Przerażał mnie spacer z dwustukilogramową maszyną z rudy śląskiej do mikołowa. Zacząłem się wkurzać, bo chudy gość naprawdę narobi mi problemów i widziałem, że ma z tego satysfakcję, a ja nie będę mógł nawet pokazać mu środkowego palca i zwiać, jak agresja nakazuje.
Chodził nerwowy wokół pękniętego zderzaka i zwisającej tuningowej nakładki na wydech. Sprzątaczka leżał na jezdni i wyceniał straty. Tu miałem wykład na temat bankowości i rachunkowości, gdybym bardziej się skoncentrował mógł zostać rzeczoznawczą, ale skupiałem się nad odpaleniem maszyny. Telefony do brata nie pomogły, ale był w drodze do mnie. Jakaś ulga - pomoże pchać na mikołów.

Gość zaczął przezywać znów policję, że długo ich nie ma, potem, że się nie wypłacę za spowodowane szkody, że mnie "udupi", bo na pewno lawetę będzie wzywał...
Włala! Ixil zawył! takiej poezji dawno nie słyszałem, jak witanie poranku, z powiewem, z delikatną unoszącą się bryzą rosy - to był pot, a silnik pracował pełną mocą. Power of Dreams!
Pięć minut potem pojawiła się policja...

cdn