piątek, 6 listopada 2009

Bez morału

Data egzaminu zbliżała się nieuchronnie. Po obejrzeniu wszystkich odcinków Long Way Round, a potem, tyle ile można było drugą część, naprawdę chciało się jeździć. Magazyny motocyklowe i katalogi salonów rozbudzały marzenia i napajały każdą myśl z rykiem silnika w tle.

Wspomnienie o błyszczącym, pięknym i smukłym Ducacie nie dawało zasnąć.
Razem z Tomkiem wpadliśmy na pomysł, aby hornetke Adika wypróbować na czymś naprawdę szybkim. Po pierwsze aby się pouczyć, drugie aby się pobawić, trzecie poszaleć - nie ukrywam, tylko trzecia myśl zasługiwała na uwagę.

Pojechaliśmy na drogę, która ciągła się równolegle do autostrady A4. Wpływała w las krętymi drogami, gdzie rośliny skutecznie zasłaniały widok za zakrętami. Parę razy głębokie łuki w prawo, potem w lewo, aby wyjechać na 2km prostą ze świeżutkim asfaltem i trawiastym poboczem upadającym w dół po obu stronach.

Ubrany w kask, kurtkę i zimowe rękawice skórzane od taty, o które ma się upomnieć na święto wszystkich świętych - takie dyżurne, ruszyłem. Jak zawsze spokojnie i z wyczuciem... tylko przez moment. Strzał jedynki, ryk silnika i zrywanie rąk z kierownicy, walka o utrzymanie się na siedzisku. Winkle pokonywane z początku nieśmiało, z rumieńcem na twarzy. Potem coraz niżej i niżej, aż czuło się smak strachu w ustach. Potem jeździł Tomek, ale nic ciekawego się nie wydarzyło.

Adik poprosił nas abyśmy nacykali fotek jak jeździ. Podgrzani jak grzanki na patelni, zgodziliśmy, a potem nawet walczyliśmy z Tomkiem kto zrobił lepszą fotkę, a Adrian jeździł.
Po pewnym przejeździe, Adika długo nie było. Aparat już wyłączony, czekamy. Pojawił się w zachodzącym słońcu, przystanął obok nas. Z wykrzywionymi ustami i dłonią nad oczami czekamy na wyjaśnienie.
- kurwa! do rantu prawie zjechałem - stwierdził brat.
Wykonał nawrót, tylnie koło z poślizgiem wskoczyło w dół. Leżąc prawie na asfalcie próbował wciągnąć dwustu kilową maszynę z powrotem, na szczęście szybko dodał gazu i najwidoczniej się udało, a hornetka przypominała miejscami karmik dla zwierzątek leśnych, z tą przytarganą trawą.

Jeszcze trochę jeździliśmy. Kiedy Tomek jeździł, moim oczom ukazał się czerwony Bandit, starszy rocznik, "kurde, Tomek zawsze ma szczęście - może z innymi pojeździć". Później podjechał gość na granatowej sportowej Yamaszce, zazdrość ściskała mi serducho.
Tomek opowiadał, że jechał przed tym na czerwonym Suzi i starał się składać jak najniżej aby nie wyjść na świeżaka.Osobiście nie wiem jak Tomek się składa. Szybko natomiast zamieniłem zazdrość w radość, "ja nie chciałem wyjść na świeżaka".

Wykonane zdjęcia: >>KLIK<<

UP!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz