Głowę miałem uniesioną wyżej niż kask.
Kiedy godzina wybijała moje wyjście z pracy, uwielbiałem moment kiedy pojawiałem się na parkingu. Wszystkie stresy dnia mijały z każdym krokiem i z każdym metrem kiedy zbliżałem się do Szerszenia.
Wszedłem na niego, zapiąłem kurtkę, założyłem kask, potem okulary, a rękawice wsunąłem na dłonie. Przekręciłem kluczyk, jednym dotykiem odpaliłem silnik. Drżące cacko, biło coraz większym ciepłem silnika, ruszam... Stoję... dodaję gaz i puszczam sprzęgło... motocykl lekko przechyla się na lewą stronę... zdecydowanym ruchem, puszczam sprzęgło bardziej i dodaje ostrożnie gaz... motocykl zaczął opierać się już na lekko drżącej nodze, która powoli nie wytrzymuje ciężaru.
- Co jest?! - wykrzyczałem - Koniec! Zdecydowany gaz i mocne puszczenie sprzęgła, które miało wybić mnie do przodu i postawić maszynę do pionu...
Uderzenie kolana o ziemię, było na tyle mocne, że przebiło skórę. Jak kulka pokulałem się po parkingu, hornetka z hukiem padła na glebę.
Usiadłem z tyłkiem na parkingu i rozłożyłem ręce w zdziwieniu.
Chwilę posiedziałem, podniosłem motocykl i zacząłem sprawdzać stan maszyny, wyglądało wszystko dobrze. Usiadłem i sprawdziłem czy kierownica dobrze kręci, na lewo, potem prawo...
- Mam! Małe ustrojstwo na przedniej tarczy... disc-lock naprawdę działa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz