czwartek, 25 marca 2010

Ego mocne jak stal

Piękny wakacyjny czas napawał mnie optymistycznymi myślami oraz uczuciami. Kolejne kilometry i sytuacje na drodze uczyły mnie rozwagi, wyobraźni oraz szacunku dla wszystkich uczestników drogi. Doświadczenie zebrane dało mi pewność siebie i pełną nie omylność w najróżniejszych sytuacjach.
Głowę miałem uniesioną wyżej niż kask.

Kiedy godzina wybijała moje wyjście z pracy, uwielbiałem moment kiedy pojawiałem się na parkingu. Wszystkie stresy dnia mijały z każdym krokiem i z każdym metrem kiedy zbliżałem się do Szerszenia.

Wszedłem na niego, zapiąłem kurtkę, założyłem kask, potem okulary, a rękawice wsunąłem na dłonie. Przekręciłem kluczyk, jednym dotykiem odpaliłem silnik. Drżące cacko, biło coraz większym ciepłem silnika, ruszam... Stoję... dodaję gaz i puszczam sprzęgło... motocykl lekko przechyla się na lewą stronę... zdecydowanym ruchem, puszczam sprzęgło bardziej i dodaje ostrożnie gaz... motocykl zaczął opierać się już na lekko drżącej nodze, która powoli nie wytrzymuje ciężaru.
- Co jest?! - wykrzyczałem - Koniec! Zdecydowany gaz i mocne puszczenie sprzęgła, które miało wybić mnie do przodu i postawić maszynę do pionu...
Uderzenie kolana o ziemię, było na tyle mocne, że przebiło skórę. Jak kulka pokulałem się po parkingu, hornetka z hukiem padła na glebę.

Usiadłem z tyłkiem na parkingu i rozłożyłem ręce w zdziwieniu.

Chwilę posiedziałem, podniosłem motocykl i zacząłem sprawdzać stan maszyny, wyglądało wszystko dobrze. Usiadłem i sprawdziłem czy kierownica dobrze kręci, na lewo, potem prawo...
- Mam! Małe ustrojstwo na przedniej tarczy... disc-lock naprawdę działa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz