Powrót przez Katowice w słoneczny dzień.Czerwone światło zwalnia obroty do minimum, podparty nogą o jezdnie, otwarłem szybkę kasku i zacząłem się rozglądać. Jakie było moje zdziwienie, że na pasie dalej z prawej strony stoi czarny motocykl, ogromny i spokojny z wielkim silnikiem trzęsącym całym światem, prócz motocyklisty i jego pasażera. Kiwnąłem ręką do nich trochę zmieszany, odpowiedzieli uśmiechami z open'faców. Staliśmy dość długo, kiedy jego motocykl zaczął wyć mocnym hukiem między, innymi samochodami, pobliskimi blokowiskami i drzewami prosto do moich bębenków w uszach.
- Co się tak niecierpliwi? - pytam siebie.
- Chyba nie będzie się chciał... - delikatnie zamknąłem szybkę kasku i wrzuciłem jedynkę z trzaskiem prowokatora, wykrzywiłem usta, spojrzałem dyskretnie na domniemanego przeciwnika. Siedział spokojny i wyprostowany na wściekłej maszynie. Zielone!!!
Serce zatrzymało się na te kilka sekund. Nuta tłumika ogarniała wszystkie szaleńcze zmysły, droga cienka jak nić, dwa pasy, biała taśma pomiędzy nimi. Warczy zaciekle, nie widzę go w lustrach, ale wiem, że jest tuż obok. Pierwszy winkiel przy starcie o mało nie wyrzuca mnie na jego pas, szybka prosta i strzały kolejnych biegów. Czuję jego oddech na karku. Wszystko wokół drży, pełna koncentracja. W tym miejscu jestem zmuszony albo zwolnić aby mnie wyprzedził, lub odkręcić roll gaz mocniej, aby wbić się przed niego zanim skończy się pas zjazdowy. Wybrałem drugą opcję. Jeszcze nigdy przedtem nie słyszałem, aby dźwięk mógł tak rozrywać uszy. Poszybowałem przed nim i zacząłem uciekać aby zapieczętować satysfakcję.
Zwolniłem do prędkości akceptowanej przez kodeks drogowy i radośnie wymijam studzienki rozrzucone po drodze jak kaszka dziecięca. Kolejne skrzyżowanie zmusza mnie do postoju. Wpycham się między pojazdami do przodu, gdzie po paru oddechach nadjechał ten nieusatysfakcjonowany.
Nie spojrzałem na niego. Ale już wiem co będzie za chwilę. Słyszę jak wrzucił jedynkę. Zielone... Prędkość nad przestrzenna Wielkiego Czarnego zostawia mnie w tyle, zmieszany straciłem ułamki sekund na opanowanie się. Gonię go, ale już wiem, że tę rundę przegrywam. Minąłem go, kiedy on zjeżdżał za OBI, machnąłem kciukiem do góry w ramach podziękowań i gratulacji. Następnym razem, będę lepiej przygotowany...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz