piątek, 7 stycznia 2011

Kubuś odłożył słoik miodu na bok i zapadł w zimowy sen.

Podsumowałem swój pierwszy sezon, byłem zadowolony z siebie, bo wciąż miałem co jeść, przetarłem tylko jedne spodnie, parę butów i raz stłukłem kolano. Bilans strat i korzyści jest nie potrzebny. Natomiast dwa razy podczas sezonu nie założyłem kurtki...

Podjechałem na imprezę pod zamek w Chudowie. Znajomi, chwytając sezonową pracę jako obsługa gości, pokierowali mnie na darmowe miejsce parkingowe i obiecali przypilnowanie sprzętu. Jak się okazało później, kosztowało mnie to przejażdżkę z dobrą koleżanką.
Jej chłopak mnie znał, więc nie dostałem w ryło.
Trasa była krótka lecz szybka. Upalne słońce skusiło mnie na wyruszenie jedynie w rękawicach i w kasku. Na pierwszych metrach dostałem gromadą ulicznych much, i pożałowałem. Druga niespodziewana przejażdżka była z siostrą koleżanki. Podczas zdrapywania much z koszulki zostałem poinformowany, że nowy pasażer lubi motocykle i chciała kiedyś sama zrobić prawo jazdy.
Wyruszyliśmy, muchy uliczne odżyły i jak pociski ginęły na mojej klatce wbijając się jak małe paskudne igiełki. Zacisnąłem zęby i odkręciłem rolkę z gazem. Wyboista droga nie pozwalała na rozwinięcie prędkości powyżej 160km/h. Pasażer coś woła, ale go nie słyszę. Odpuszczam prędkość. Martwię się o nią. Po dłuższej spokojnej jeździe hamuje i zawracam. Świst powietrza i ryk tłumika przycichł, dochodzą do mnie słowa: pojedziemy jeszcze raz tak szybko?

Dzień później zachorowałem. Parę tygodni i jeszcze raz. Wyjechałem znów bez kurtki, na chwilę z pracy do domu. Gdybym wiedział wstąpił bym od razu do apteki.

Koniec sezonu uwieńczony informacjami o potłuczonych, rozbitych i poległych motocyklistach na jesiennych drogach. Smutna aura ogarnęła fora internetowe, bo to również czas ułożenia potworów do snu zimowego. Ci co już to zrobili z żalem czytali o obrażeniach lub pogrzebach kolegów jedynie znających się, być może tylko z pozdrowień podczas mijania. Ci co jeszcze jeździli, przestać nie umieli, "aż spadną śniegi" - mówili.

Osobiście Szerszenia zakonserwowałem i odstawiłem na zimę 29 października. Tomek zrobił tak samo. Czas przesiąść się w komunikację miejską. Założyłem bloga, który teraz czytasz, taka metoda na zimowe okrutne dni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz