Pochwaliłem się koledze z uczelni o nabytym motocyklu. Zapytał czy mam ochotę jechać na Chudów z jego ojcem - co tydzień w czwartki w ciepłe letnie dni zbiera się mieszanka właścicieli jednośladów z okolicy. Czemu nie? - odpowiedziałem, czas poznać świat tak długo oczekiwany przeze mnie, zabrałem aparat.Kolega jeździ na Hondzie Deauville 650, typowy turystyk i z mniejszą ilości koników niż moja hornetka. Jego ojciec posiada jakąś Yamahę, ale niestety nie zliczona ilość chromu oślepiała mnie odbijającym blaskiem słonecznych promieni, ale określiłbym go jako chopper.
- Wiesz tata pojedzie pierwszy, bo jest najsłabszy i potem my, tylko nam nie uciekaj - pouczył kolega.
Fakt, technicznie mój sprzęt jest najszybszy....
- Jasna cholera, jak oni tak zapierdalają - wołam na drodze. Z zaciśniętymi zębami i skryty za drobną owiewką próbuje nadgonić stracone resztki dumy. Miałem być najszybszy, a jeszcze trochę i się zgubię. Czerwone światło na skrzyżowaniu. Widzę z daleka jak na mnie czekają a za nimi sznur puszek. Ratuję reputację chamskim wciskaniem się między pojazdami i dołączam do grona.
- Nie przypal sobie nogi tym tłumikiem - krzyknął kolega, chwaląc walory komina.
Zielone, strzał jedynki i gaz... teraz mi nie uciekną, i faktycznie, jadą dużo wolniej - ulżyło.
Taka jazda mi odpowiadała, rozluźniłem zęby z uścisku i zacząłem odprężać się, gdzie nagle motocykl zaczyna się dusić, mocno szarpną i kierownica uciekła na lewo*, ale ją utrzymałem, stanąłem na środku drogi przed skrzyżowaniem. Motor kręci ale nie pali. Wodospad wulgaryzmów przetoczył się przez usta. Ojciec kolegi znikł za skrzyżowaniem, kolega zaś przed krzyżówką mimo zielonego światła czeka aż coś wymyślę i zabiorę swoją dupę ze środka drogi. Zacząłem włóczyć nogami i podjechałem do środkowej linii jezdni - nie wiem czemu myślałem wtedy, że to dobry pomysł. Opanowałem stres i wymyśliłem. Szybkim ruchem przekręciłem kurek baku na RES i po chwili Ixil zawył całym gardłem... ruszyliśmy dalej pod zamek.
- Rezerwa, tak? uzupełnij bak na najbliższej stacji, bo za drugim zaskoczeniem nie będzie tak miło - stwierdził ojciec kolegi.
Tymczasem spakowałem kurtkę do bocznych szafeczek Deauvilla, kask przypiąłem do kierownicy i zawiesiłem aparat na szyi. Czas poznać jak smakuje świat motonitów z Chudowa.
Robienie zdjęć motocyklom szybko się znudziło, nawet dziewczyn nie było za wiele. Kupiłem zimnego Sprite'a i usiedliśmy pod namiotem z ławeczkami.
Ogólnie, nikogo nie obrażając wyglądało to jak wielki zjazd rolników ze swoimi zwierzątkami hodowlanymi. Jestem jeszcze młody i wiele nie rozumiem - po prostu chciałem jak najszybciej wrócić na motocykl i jeździć.
Atrakcją okazał się starszy pan o budowie ciała Pinokia na wielkim chopperze z przypiętą ogromną oponą za plecami. Z nie pohamowaną ciekawością patrzyłem jak się męczył człowieczek, próbując cofać i manewrować między innymi pojazdami - zawiodłem się, nie wywalił się, wróciłem do ubywającego Sprite'a.
Godzinę później weszliśmy na maszyny i na skrzyżowaniu Wygoda, mieliśmy się pożegnać.
-Kurwa, znów tak zapierdala. Odkręcam rol-gaz i skupiam się całkowicie nad dogonieniem kumpla i innych zapierdalaczy przede mną, którzy wyruszyli spod zamku. Mijam za nimi pojazd za pojazdem, dobrze idzie, ale żaden skurwiel nie ma zamiaru na mnie poczekać. Czerwona Vectra, a przed nim pojazd "Long Vehicle", wszyscy go z lewej strony, nie czekając robię najgłupszy manewr świata i zjeżdżam na prawo - gaz. Chwila zawahania czy przy lekkim oddaniu pola właśnie wyprzedzających go motocykli nie zostanę zepchnięty z drogi... GAZ! Hornetka niemal nie urywa mi rąk i poszybowała do przodu pewnie mijając "długasa"... moment, a gdzie ta czerwona Vectra?! chyba w ostatniej chwili zauważam, że jest tuż obok mnie i tak samo zaskoczona jak ja. Razem wyprzedzaliśmy i obaj chcieliśmy należyte nam miejsce. Tylko on wyprzedzał z prawidłowej strony. Kierowca z Vectry był bardziej przytomny i pociągnął w długą wyprzedzając jeszcze nieoczekiwaną przeszkodę, ja go nie goniłem.
Dogoniłem wszystkich chojraków na skrzyżowaniu Wygoda pod czerwonym stali jak wściekłe psy, kiwnąłem do kumpla na pożegnanie i zjechałem na stację, cieszyłem się, że mogę sam zejść z siedzenia i napełnić bak. Naprawdę się cieszyłem.
*Gwałtowny ruch kierownicy jak przypuszczam był spowodowany mocnym szarpnięciem motora, który dusił się brakiem paliwa i pech chciał, że byłem na grubej malowanej linii tworzący lewoskręt przed skrzyżowaniem - niezwykle śliskiej nawierzchni, nawet w suchy dzień.
Szerokości!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz