Drogowcy nie mieli sporo roboty, śniegu co roku coraz mniej, to powinno cieszyć miłośników jednośladów, ale niskie temperatury skutecznie przeciągały czas do pierwszej jazdy praktycznej.Pierwsze ciepłe dni - pojechałem w kuzynem oraz z bratem, który wówczas jeździł Hondą Hornet 600 z wymienionym kominem Ixil'a. Podjechaliśmy pod bramę za którą był wjazd, plac, a za tym garaż w której wyobrażałem sobie stwora na którym za chwilę mój brat po zimowej drzemce ma zbudzić i wylecieć z nim w niebiosa.
Siedziałem w puszce z kuzynem przed bramą i z niecierpliwością czekaliśmy aż ryk bestii zacznie pieścić nasze uszy. Długo go nie było, pewnie się ubierał, poprawiał. My czekamy. Jest! wyjechał zza rogu na Szerszeniu, który narazie ospały, bzykał spokojnie. Wjechał na mostek gdzie staliśmy, brat spojrzał na nas, uśmiechał się szaleńczo, miał kask ale ja go znam i wiem jak mu serce waliło wtedy. Zaczęła się pieśń, Ixil wył pełnym gardłem, strzelał, cichł i znów rozdzierał myśli na pół, i ruszył... z kuzynem w aucie usiedzieć nie umieliśmy, pojechaliśmy za nim tak szybko jak się dało. Zachowywaliśmy się jak zdesperowane nastolatki widzące gwiazdę popu.
Brat poczekał chwile, zapach benzyny osiedlił się w nozdrzach, jakby uspokał... dojechalismy do niego, ale on odrazu wypalił do przodu rozpoczynając taniec, jak serfer na fali wymijał puszkę za puszką niknąc nam w końcu w horyzoncie drogi i wlekących się samochodów, pewnie lekko przerażonych w nich kierowców.
Tego dnia pierwszy raz usiadłem na Hornecie. Brat zaczął mnie instruować co mam robić. Wystraszony próbowałem opanować nerwy i jak oliwy do ognia brat dodał:
- "jak spanikujesz, to juz nie jeździsz"
- "dupek" - pomyślałem wtedy (do dziś mu za to dziękuję).
Kuzyn (Sebastian) z samochodu, który był z nami tego dnia i chodził razem ze mną na kurs, również miał okazję przejazdu. Wszystko było jak w bajce. Brat znikł w domu, i jak stęskniony piesek za panem, widziałem jak hornetka się burzy i ląduje na boku z wystraszonym Sebastianem, panicznie trzymającego dalej klamkę sprzęgła. Podbiegłem do niego, podnieśliśmy Szerszenia. Wszystko wyglądało w porządku. Sebastian przyznał się że na zakręcie nacisnął hamulec i go przeciążyło. Mnie dało to do myślenia, i od tamtej pory pamiętam zasadę: Nie hamuj na zakręcie!
Jeszcze wtedy tego nie wiedziałem, ale w ten dzień (28.03) otwarłem sezon 2009 wraz z rykiem Szerszenia, kiedy z podziwem oglądałem się za bratem który znikł za ścianą domu... minęło parę sekund zanim wiatr skończył nieść nute pieśni wyjącej bestii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz