piątek, 9 października 2009

Poznaj nas!

Dzień to miał być wyjątkowy, w gronie rodzinnym i weekendowy. Najpierw w piłe pokopali, a po meczu pifkowali. W planach także był już grill, a mnie w głowie plan się tlił. Bo Hornetka koło altany stała, w cieniu całą piękność wywyższała. Więc do brata podbiegłem nerwowy:
- Chłopie, daj mi rundkę na Szerszeniu - celu doszły moje namowy.
- Ale, na stacje podjedź najpierw, nakarm bestie, nie rób rezerw.
- Ale bracie, tu pod kurkiem jest już zupa! ma być z tego mokra dupa?
- Postaw moto do porządku (w pionie), lej za dyszkę miły Piotrku.

Kominiare swą ubrałem, kask od brata wytargałem, kluczyk dzielnie przekręciłem i manetkę odkręciłem.
- Jedź powoli, tylko tak Ci pozwole, jak rozbijesz to Ci wpierdole.

Z błogosławieństwem szczerym od brata ruszyłem i nawet wyobraźni troche użyłem. Wizja rozbicia motora Adicka i jego złość, nie wytrzyma żadna moja kość.
Za brame wyjechałem dopiero co, gazu za dużo i sprzęgła słaba moc. Na płot sąsiada lece jak strzała, ale naszczeście hamulec w porę zadziałał. Spokojnie znowu próbuje ruszyć, na jezdni już jestem - Gaz!, Biegi! pot z czoła zaczął się suszyć. Pędzę przez wioskę, wicher był za mną, radość na ryju, i próżnia przede mną. Ścinałem powietrze, asfalt zwijałem i tak na stacje paliwową dojechałem.
Ściągam kask, poprawiamy hery - jakie paliwo tu wchodzi do cholery?!
Pracownik stacji podszedł do mnie śmiało.
- Dziewieć ósemkę nalewaj, byle za dyszkę, bo mam mało.
Kurek otwarłem, benzyna sie wlewa, a Tu już zaczyna mi zbiornik zalewać.
Patrze na cenę, 3,45 już pływa, ale do baku nie wejdzie nawet kropla paliwa.

Kurde, a tylko karte mam do użycia, więc wchodzę na sklep kupię coś do picia.
Piwo już w garści chłodzi mnie wspaniale, wezme trochę chipsa i paluszki Lajkoniale.
Dumnym krokiem idę do kasy... -kurde, halo gdzie ja włoże te rarytasy?! Motor z tyłu nie ma siedzenia, przewaga puszki, fakt nie do obalenia.

Z trudem piwo odkładam na miejsce, chipsy tyż, a paka paluszek do kapsy spróbuje wciś.
W kasie żartować się pani zachciało, że paluszki droższe niż paliwa, co w bak wleciało.
Dystansu nabrałem przez motor cudowny, więc posłałem pani uśmiech wymowny.

Wyjeżdzam ze stacji. Paluszki w gaciach się gniotą żarliwie, pot i brud się wdziera dotkliwie. Tu nagle parkingiem chcąc się wydostać, dwóm dresom na ścigach, móglbym pozdrowienie wysłać. Ale nie, bo oni w strojach, nie na motor są przecież. Takie ciuchy to na dyskę, wiecie?!. Machnołem innemu o stroju bohatera, on też mnie pozdrowił, a ja się zrównałem do zera.
Patrzę na siebie jak na boroka, moje ciuchy to koszulka sportowa cała udupiona, spodenki skurzone, kolana z trawy ubrudzone, na stopach trampki dziurawe, a ja cały w sumie w nie lepszym stanie - motocyklista to nie strój, tylko człowiek kochanie...

1 komentarz: