poniedziałek, 31 maja 2010

Samodoskonalenie

Czas zabrać się za błąd jaki zrobiłem podczas upadku. Kolejna taka wywrotka dawała szanse serwisom motocyklowym na zarobienie paru groszy, które wolałem wlać do baku.

Pusty parking pobliskiego domu handlowego i słoneczna pogoda, sprawiała idealne warunki do nadrobienia wiedzy i umiejętności. Mocny gaz, wrzutka na dwójkę, rozpędzenie maszyny i gwałtowne hamowanie. I tak kilkadziesiąt razy, aż nabrałem pewności i odwagi w używaniu hamulców z odpowiednia siłą. 30 minut spędzone na przyśpieszaniu i ostrym hamowaniu zmęczyły ręce i wyjechałem z parkingu.

Dziewięć dni później, jechałem do miasteczka nieco spóźniony. Skrzyżowanie wiślanki z drogą 44. Ogonek puszek na czerwonym oddawały wizję kolejnych straconych sekund, które były bardzo cenne. Żółte, zielone światło i pełny gaz - zanim kierowcy się zorientują, że nie maja wrzuconej jedynki będę już za skrzyżowaniem. Pełne gracji wyminięcie kolejki między wysepką, a grubością lakieru, maszyna pędzi, ostatni rzut oczu na lewo zanim... stop stop stop stop, hamulce grają równomiernie jak bębny. Zatrzymuje się tuż przed kołami rozpędzonego tira, który wiatrem lekko pociąga mnie na prawo. Łapie równowagę. Krew spłynęła z głowy, ręce dostały drgawek. Nie myśląc próbuje pozbierać się i ruszyć. - Trójka, nie - jedynka, luz, jedynka... szukam biegu. Wypełzam ze skrzyżowania. Egzamin zdany, na drugi dzień stoję przy ołtarzu jako świadek, kolega się żenił. Kolejna radość, że mogę tam być... Ucz się!

1 komentarz:

  1. Napisz coś, Leniu:P Pełnia sezonu, a ostatnia aktualizacja w maju:P Nie godzi się...

    OdpowiedzUsuń