wtorek, 6 października 2009

Prędkość

Wiosna przyszła jak zawsze piękna, bo zawsze wyczekiwana... w tym roku najbardziej, odkąd żyję.

Po sześciu godzinach jazd, pojawiłem się na placu, z uczuciem szaleńczej pewności, jaką nabyłem podczas ostatnich godzin. Paweł otworzył garaż, od razu słabo mi się zrobiło. Zobaczyłem 125 którą miałem na pierwszych jazdach oraz nowiutką Honde CBF600, 250 nie było. Pomyślałem wtedy, że cudownie będę się poruszał 125 po mieście, jak ja przezwyciężę ten wstyd?! Mam 186 cm wzrostu, jakbym się dobrze postarał to mógłbym kierować i przekładać biegi jednocześnie - nogami i kolanami. Rzuciłem rozpaczliwe spojrzenie na Pawła, który zaraz zapytał:
- "to co Piotrze!, rozgrzejesz Honde?!",
- a myślisz, że już powinienem? - odparłem, próbując pohamować emocje
- spróbuj tu na placu wyczuć maszynę i zobaczymy.

... adrenalina wylewała mi się uszami.

Usiadłem, ciężar motocykla sprawił, że nabrałem szacunku do maszyny. Nie była to już 250, którą tak polubiałem, przypominała ona już Hornetkę. Pamiętam że była mowa o tym, że Szkółka chce nabyć nową, mocniejszą maszynę i będą nimi jeździć uczniowie, kiedy nabiorą już odpowiedniej wiedzy i umiejętności. Ogólnie czułem się zaszczycony, że już po sześciu godzinach mam pod sobą żywe 74KM do poznania i to całkiem sam. Równocześnie wierzyłem, że Paweł wie co robi, i widział w jaki sposób prowadzę Yamahe 250... - może mam dryg do tego? - schlebiałem sobie.

Wyjechałem pod obserwacja Pawła na prostą drogę przy placu manewrowym. Rzut na jedynkę, rozpęd, dwójka, zaraz wskakiwała trójka, nie udolne próby hamowania silnikiem, szybka redukcja biegów, ostrożny nawrót i znów jedynka, rozpęd i tak z parę powtórzeń, aż w końcu pojawił się oczekiwany gest Pawła, abym podjechał do niego, aby się przygotować do wylotu na miasto.

Pawła w słuchawce było słychac bardzo dobrze. Przy prawo skręcie na mikołowskim rondzie wyrzuciło na mnie przeciwny pas, ale szybko uciekałem na swój. Pawłem nieomieszkał powiedzieć, co o tym myśli. Honda spisywała się rewelacyjnie, bardzo szybko nabyłem sobie nawyk dynamicznego rozpędu, a potem ostrego hamowania. Jedynka - gaz, dwójka - gaz, trójka - gaz i przyjemny wiatr chłodził całe ciało. - "Widzę Piotrze, że Ci się spodobały szybkie przełożenia biegów, hehehe" - głos w słuchawce.

Jechałem spokojnie i skupiony, aby nie zrobić głupstwa, które będzie mnie kosztować utratę tej frajdy...Wyjechałem z tychów w kierunku mikołowa, gdzie długa prosta droga pnąca się w niebo rozpościerała się przede mną coraz bardziej, ja zacząłem czuć coś niepokojącego, a zarazem przyjemnego, nie walczyłem z opanowaniem się. Właśnie minąłem znak kończący teren zabudowania, nerwy zaczęły szaleć, szybkim machnięciem cisnąłem szybką w dół - usłyszałem swój oddech i coś mruknąłem. Pochyliłem się przy kierownicy i gwałtownie zacząłem odkręcać manetkę gazu. Poszedłem do przodu jak strzała, ostatnie rzucenie oczu w lustra co dzieje się za mną - pare aut i Paweł za mną w swoich blond długich włosach z mikrofonem w ręku. Potem już tylko co się dzieje przede mną i to co widać na liczniku. GAZ! biegi w górę, i zaczynam lecieć, świst wiatru w kasku, ryk silnika pod sobą i co najlepsze wyprzedzane pojazdy, jeden za drugim. Zaczęło głową rzucać na lewo i prawo, próbując trzymać się w pozycji leżącej spojrzałem w trzęsące się lustra, by sprawdzić gdzie Paweł, nie widziałem go, ale gazu nie puściłem. 150km/h, strach zaczął zaglądać mi w oczy, zbliżałem się do miejsca skrętu na mikołów. Z trudem puściłem manetkę gazu, zacząłem panicznie hamować przez chwile, potem byłem opanowany. Skręciłem w miasto i poczekałem na instruktora.

Na placu bałem się odpowiedzieć na pytanie ile jechałem.
- 150km/h
- no, też tak sądziłem, bo szybko mi uciekłeś, na kiedy kolejna jazda? - odparł spokojnie Paweł.

Jadąc do domu rowerem, powtarzałem sobie. "150 z L'ką na plecach?!". Tego dnia stwierdziłem, że pomarańczowa kamizelka z L'ką, nabierze innego wydźwięku.

3 komentarze:

  1. Z prędkościami na mikołowskiej to były niezłe motywy:)
    Pamiętam jak raz znikając Pawłowi z pola widzenia, w słuchawce słyszałem gubiące się w pędzie wiatru słowa:
    "Ta L-ka jest na maaaaaagneeeeeesieeeee"
    HeHeHe to było niesamowite:)

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahaha, mnie o tym nie wspomniał, ze L;ka jest na maaaaagneeeesiiieee! :D

    dobre:D

    OdpowiedzUsuń